|
|
Polemika z tekstem Tomasza Kamyka "Niech żyje reinkarnacja".
Tekst dostępny pod adresem: http://wiadomosci.onet.pl/1243726,720,kioskart.html
Dziennikarz Tomasz Kamyk z czasopisma Brief wydał mi się dostatecznie sympatycznym człowiekiem, abym mógł bez poczucia straty czasu poświęcić mu swoje zainteresowanie, spotkać się z nim osobiście i długo rozmawiać, przesłać wszelkie dane i informacje, o które prosił i zapewnić, że jestem do dyspozycji, gdyby mimo wszystko coś było dla niego niezrozumiałe. Nie było to zdarzenie w moim życiu wyjątkowe. Telefon Empatii dzwoni codziennie, a ilości spotkań z dziennikarzami, wypowiedzi w różnych formach dla wszelkich możliwych mediów dawno już przestałem liczyć. Zawsze staramy się jako Empatia być do dyspozycji i dobrze przygotowani. Ucieszyły mnie zapewnienia Kamyka, że zamierza napisać artykuł rzetelnie przedstawiający problem poruszony przez nas w raporcie "Zwierzęta w reklamie mięsa", pokazujący rację obu stron, tak, aby czytelnicy mogli wybrać czyje argumenty są bardziej przekonujące. Zawsze zachęcam dziennikarzy do stosowania tej zasady i zwykle jestem dziwnie spokojny o przychylność czytelników. Jest tylko jeden warunek, który musi być spełniony przy tej okazji: dziennikarz musi być uczciwy, rozumieć informacje, które dostaje i mieć odpowiedni warsztat, aby ich nie zniekształcić.
Przygotowując raport zdawaliśmy sobie sprawę, że problematyka w nim zawarta nie jest łatwa. Sprawą wizerunku zwierząt reklamie, szczególnie bardzo specyficznego produktu, jakim jest mięso, niemal nikt się do tej pory w Polsce nie zajmował. Zależało nam i zależy na tym, żeby rozpocząć dyskusję. Nie było naszym zamierzeniem atakowanie "branży reklamowej". Wręcz odwrotnie, prowadzimy z jej przedstawicielami rozmowy, które wyglądają bardzo obiecująco. Jesteśmy już po spotkaniach zarówno z osobami z Rady Reklamy, jak i Stowarzyszenia Agencji Reklamowych w Polsce. Jest znakomity moment na rozmowę, ponieważ branża reklamowa czuje potrzebę samoregulacji i zamierza w niedługim czasie nadać jej nowy wymiar. Oczywiście, w naszym raporcie podajemy konkretne przykłady nieetycznych naszym zdaniem form promocji, również tych przygotowanych przez specjalistów i zawodowców zatrudnianych w agencjach reklamowych.
Jak każda inna grupa społeczna, mamy prawo komentować jakość reklam, oceniać jej wartość, badać zgodność z prawem i wyrażać zdanie co do stosowności jej przekazu. Faktem, który przeczy tezie dziennikarza Brief, że problem jest sztuczny i nie widzi go nikt oprócz "wegetariańsko-wegańskiej grupy oszołomów" jest wynik sondażu przeprowadzonego przez portal Gazety Wyborczej, a towarzyszącego przychylnemu idei raportu artykułowi w wydaniu krajowym tej gazety. Wynik nie pozostawia wątpliwości: 74 proc. internautów (2025 osób) opowiedziało się za zakazem reklam mięsa, o jakich mówimy w raporcie.
Fakt wspomnianego sondażu i jego wyniku został w artykule Kamyka całkowicie pominięty. Nie trudno domyślić się dlaczego - nie pasował do układanki. Kamyk miał tezę, a fakty dobierał tak, aby ją potwierdzały. Drugim znaczącym zabiegiem jest całkowite pominięcie jednej z części raportu, zawierającej zdanie autorytetów wielu dziedzin, m.in. prof. Łętowskiej (eksperta od praw konsumenta), prof. Ostrowskiej (socjologa), dr Środy (etyka), prof. Elżanowskiego (zoologa) i prof. Węgrzynowicza (nauki weterynaryjne). Wszystkie opinie wyżej wymienionych osób są przychylne idei raportu. Całości dopełnia fakt, że w artykule w Brief nie został podany odnośnik do stron raportu! Rozumiem, że lepiej dla tezy i samego Kamyka, aby czytelnicy poznali raport wyłącznie z zastosowaniem jego klapek na oczy.
Kwestii wegetarianizmu nie sposób oddzielić od sprawy raportu chociażby z tego względu, że Empatia jest stowarzyszeniem tworzonym przez wegetarian. Właśnie dlatego związek pomiędzy raportem a wegetarianizmem starałem się Kamykowi wytłumaczyć wyjątkowo precyzyjnie. Całość mojej wypowiedzi była zresztą przez niego nagrywana, więc nie ma mowy o szwankującej pamięci. Sam raport nie dotyczy w ogóle kwestii spożywania mięsa jako takiego. Tego typu problematykę poruszamy w wielu innych akcjach. Jest faktem, że większość Polaków je mięso i będzie to w najbliższej przyszłości robić. Mięso było, jest i będzie reklamowane. Pytanie tym razem brzmi: jak wypada to robić? Co jest estetycznym koszmarem i nadużyciem dobrego smaku w ramach tej promocji? Czy jest czy też nie ma różnicy pomiędzy mięsem a proszkiem do prania? Czy "przymrużanie oka" jest w każdym przypadku jednakowo stosowne i zabawne?
Sugerowanie, że nasza akcja ma doprowadzić do umieszczenia na wyrobach mięsnych napisów wyjaśniających, że produkt ten jest okupiony cierpieniem zwierząt, a nawet pokazywania realiów ubojni w reklamach mięsa jest kolejnym dowodem nieuwagi młodego dziennikarza Brief. Wyjaśniałem tę kwestię zarówno we wspomnianym wcześniej artykule w Gazecie Wyborczej, jak i podczas nagrywanej rozmowy z Kamykiem. Raport wskazuje na ogromny kontrast pomiędzy realiami "produkcji mięsa" a wizerunkiem zwierząt w reklamach mięsa, który z tej produkcji w zamierzeniu ma robić bajkę. Zwykłe wyczucie umiaru i poczucie taktu, nie mówiąc o podstawowej zasadzie nie wprowadzania w błąd reklamą, powinno sprawić, aby reklama mięsa zaczęła operować rzetelną informacją na temat produktu.
Po artykule Kamyka pozostaje niesmak. Tego typu dziennikarstwo podlegać powinno raczej pod Wydział Propagandy jakiegoś ciemnego urzędu ze smutnych czasów, a nie być częścią szanującego się i opiniotwórczego czasopisma. Zabrakło warsztatu, dobrej woli, klasy. Statystycznie rzecz biorąc musi co jakiś czas pojawić się taki tekst. Szkoda tylko, że jego publikacja kosztowała mnie małe rozczarowanie, ponieważ dziennikarza poznałem osobiście i nic nie wskazywało na zbliżającą się małą dziennikarską katastrofę.
Dariusz Gzyra

|
|